W polskiej edukacji niepublicznej "neurodydaktyka" stała się modnym hasłem. Każda szanująca się szkoła czy przedszkole twierdzi, że ich metody są zgodne z najnowszą wiedzą o mózgu.
Jako inżynier i osoba prowadząca placówki edukacyjne od 10 lat, mam z tym problem. Bo jeśli wszyscy są "neuro", to jak rodzic ma odróżnić marketing od rzeczywistości?
Problem "czarnej skrzynki"
Rodzice płacący czesne w szkołach niepublicznych są coraz bardziej wymagający. Nie wystarczają im już zapewnienia, że "dzieci chętnie chodzą na zajęcia". Chcą widzieć zwrot z inwestycji w edukację swojego dziecka.
Tymczasem proces uczenia się często pozostaje "czarną skrzynką". Wiemy, czego uczymy (program), widzimy oceny (efekt końcowy), ale nie widzimy, co dzieje się w środku – jak zmieniają się fundamentalne zdolności poznawcze ucznia.
Od deklaracji do danych
Jeśli twierdzisz, że Twoja metoda rozwija pamięć, musisz to zmierzyć. Jeśli obiecujesz poprawę koncentracji, pokaż wykres.
Stworzyliśmy Neuro.Educatimo, aby dać dyrektorom nowoczesnych szkół narzędzie do walidacji ich obietnic. To platforma SaaS, która cyfryzuje standardowe testy psychometryczne. Dzięki niej szkoła może regularnie monitorować rozwój kluczowych funkcji poznawczych uczniów – pamięci operacyjnej, szybkości przetwarzania informacji, kontroli hamowania.
To koniec zgadywania. To przejście na edukację opartą na dowodach (evidence-based education), która buduje zaufanie rodziców i realną przewagę konkurencyjną.